2012-02-23 07:40:38 >>

W poszukiwaniu punktu zwrotnego



Od dwóch lat żyje w zgodzie z samą sobą. Nie wytykam sobie już wielkich błędów z przeszłości. Powoli przestałam w nocy przypominać sobie każdego potknięcia, jakie udało mi się zaliczyć danego dnia. Jest mi z tą zmianą bardzo, bardzo dobrze. Zaczęłam czuć się komfortowo z tym, jaką osobą jestem, a słowo ja na dobre zagościło w moim słowniku, nie jako rzecz względna, a pewna. Wrażliwa na obróbki, ale pozostająca ciągle tą samą, jedną, żywą materią.
Jestem szczęśliwa z tą jedną, konkretną zmianą w swoim życiu. I to właśnie na niej chciałam budować każdą inną.
Jednak jak trudno jest budować swoje życie od podstaw, klocek po klocku, to zapewne wie każdy, który przeżył w swoim życiu niesamowitą zmianę, prawie o sto osiemdziesiąt stopni. 
Zarzekałam się wiele razy, że wszystko będzie inaczej. Ale nie jest. Problem ze zmianami polega na tym, że niektóre z nich inicjują się same z siebie, zastają nas nagle, podejmowane przez drobne szczegóły. Takie, które dzieją się prawie poza nami, takie, które zauważamy, kiedy już są dokonane. 
I kiedy uznajemy tę zmianę za dobrą, lub za nie do cofnięcia, pojawia się problem, jak dostosować wszystko inne do tej jednej zmiany. Bo wszystko inne tkwi w tym samym miejscu, niezmienne, oczekujace, aż sami coś zrobimy.
Bardzo nie chciałaby, żeby ta notka była jedną z licznych, na którą potem spojrzę z kwaśnym uśmiechem, mówiąc, że tak naprawdę nic się nie zmienilo, że był to kolejny zryw mojej świadomości, która została w ten sposób uśpiona, uspokojona.
Szukam punktu zwrotnego. I chociaż dochodzę do moich wniosków w bólach, co jakiś czas do tych samych, za świadomością nie idzie praktyka. Nic nie zrobi się samo, a ja jestem tak perfekcyjnie pozbawiona talentu do twórczego, a przede wszystkim efektywnego działania. 
A tyle zmian czeka na zapoczątkowanie. Tyle okazji mija mnie każdego dnia, tyle potencjalnych błędów zagląda mi w oczy...
Boję się zmian. Ale nie ich efektów i swojego życia, kiedy już nadejdą. Zwyczajnie boję się tego, co będzie, jeśli nie uda mi się ich wcielić w życie. I jest to czysta abstrakcja, skoro przecież jeśli nie uda mi się ich wprowadzić w życia, to będzie... po prostu tak jak teraz.
Oczywiście, do czasu, kiedy zaprzepaszczę zbyt wiele okazji i złapię zbyt wiele błędów. Wtedy kolejna zmiana zainicjuje się sama z siebie. I tej mogę się już bać.



skomentuj (0)