2011-12-17 08:42:37 >>

A może jednak wrócić do mitów?



W jaki sposób powstaje tęcza? Jest to światło białe, rozszczepiające się w całą gamę kolorów. Teraz to wiemy, jednak przed wiekami, ludzie nie posiadali całej wiedzy, którą mają aktualnie naukowcy (żeby było sprawiedliwie, zapewne nasi naukowcy nie posiadają całej wiedzy, jaką mieli starożytni myśliciele ^^). Nauka nie była powszechnie dostępna, a to, co działo się dookoła, każdy człowiek musial tłumaczyć sobie w jakiś sposób, by zwyczajnie nie zwariować w świecie pełnym zagadek.
Właśnie po to powstawały mity. By objaśnić ludowi, dlaczego pewne rzeczy zwyczajnie się dzieją. 
Gdybyśmy zastanowili się odpowiednio dobrze, niektóre naukowe wyjaśnienia nie są wcale dużo gorsze, czy mniej wspaniałe od tych mitycznych. Niby dlaczego bóg pędzący w swoim rydwanie po nieboskłonie, który personifikował słońce, miałby być bardziej ciekawy od niewyobrażalnie wielkiej, płonącej kuli gazów, unoszącej się w niebycie, wokół której krąży po orbicie - a do tego jeszcze szybciej, wokół własnej osi!, kolejna wielka kula, tym razem pełna niestrudzonych ludzików, małych, pięknych budowli, niewielkich żyć. Osobiście zdaje mi się, że wersja z kulami i niebytem jest dużo ciekawsza, niż ta z rydwanem. Na pewno jest na miarę XXI wieku - pełna efektów specjalnych.
A jednak, coraz częściej zastanawiam się, czy nie łatwiej byłoby wrócić do mitów. Wydaje mi się, że gdyby większość ludzi usłyszała, że to bogowie pchają codziennie słońce po nieboskłonie, deszcz jest łzami bogini, która ukochała sobie ludzi, a tęcza to jej śmiech, ludzie by to kupili. Mimo wszystko jest w nas zakorzenione, gdzieś głęboko, razem z instynktem, skojarzenie, że deszcz to łzy a błyskawice to gniew. Może ludziom dużo łatwiej byłoby zapamiętać wersję z bogami? W końcu, tak na dobrą sprawę, nawet teraz znajdziemy mnóstwo ludzi, którzy wiarę w Boga i Biblię traktują wręcz do przesady, wierząc, że cały Wszechświat powstał DOSŁOWNIE w siedem dni, a ludzie żyli w tym samym czasie co dinozaury. Nie ma znaczenia, że dowody mówią coś zupełnie innego. Dla niektórych słowo boskie jest świadectwem wystarczającym, nawet, jeśli przy okazji pomijają oni ten drobny fakt, że Biblia jest jak każda inna święta księga - próbuje objaśnić świat i zasady w nim panujące, próbuje wskazać człowiekowi dobrą drogę przez życie. Traktowanie jej dosłownie jest przynajmniej błędne. 
Co jednak skłoniło mnie do myślenia, że może jednak mity nie były takim złym pomysłem? To, co zawsze - ludzka głupota. 
Przyjmijmy, proszę, na potrzeby tej notki, że nie jestem alfą i omegą i mój umysł nie sparkli metaforycznie jak Edward w słońcu. Jestem zwykłą studentką, absolwentką liceum, która nie przykładała się do nauki, która nie wie dużo ani o świecie, ani o czymkolwiek. Zwyczajnie, po prostu. Podstawy podstaw zdaję się rozumieć i jest to mój punkt wyjścia do dalszego zdobywania wiedzy.
Jednak są takie rzeczy, które dla mnie są niczym abecadło. Nie tyle uważam, że ludzie powinni je umieć, bo nie ma tu nawet czego umieć. Pewne informacje powinniśmy zakodować w sobie, jako te, które właśnie tłumaczą nam świat i sprawiają, że nie potrzebujemy opowieści o rydwanie z bogiem-słońcem. Jak powstaje deszcz, śnieg, grad. Czym jest tęcza, czym grzmot, czym błyskawica. W jaki sposób powstają pory roku. Dlaczego liście są zielone, a niebo niebieskie. Dlaczego dzień trwa 24 godziny, dlaczego rok ma 365 dni. Odpowiedzi na te pytania były poszukiwane już u zarania dziejów. Były, przynajmniej w moim przekonaniu, jednym z tych impulsów, dla których powstali bogowie. Nadal są podstawą wiedzy o świecie, chociażby po to, by przestać bać się piorunów, kiedy nadchodzą z burzą. Po to, by normalnie funkcjonować, nie zadając sobie każdego dnia pytania: ale dlaczego tak się dzieje?
Niestety... Okazuje się, że jednak nie wszyscy znają odpowiedzi na te fundamentalne pytania. Gdzieś w natłoku spraw niektórzy zwyczajnie zapomnieli o tych sprawach. A to budzi mój niepokój. Nie tylko dlatego, że okazuje się, że po świecie chodzą ludzie, którzy, pomimo obranej edukacji, nie są w stanie zapamiętać tak prostych faktów, ale dlatego, że ci ludzie uznali, że ta wiedza wcale nie jest im potrzebna do życia. 
Gdzieś na przestrzeni lat, razem z luksusami dnia codziennego, niektórzy z nas zaczęli gubić pęd do poznania. Przestało im zależeć na wiedzy jako takiej. Przestali zadawać pytania. A to właśnie pytania, ciągłe, niekiedy wręcz dziecięce pragnienie do pogłębiania wiedzy, ciekawość świata, to wszystko jest głównym motorem naszego rozwoju, tak intelektualnego, jak i psychicznego. 
Od dzisiaj zacznę częściej rozmawiać ze sobą na głos. A zapytana, dlaczego tak czynię, odpowiem wzorem starożytnego filozofa: "ponieważ od czasu do czasu muszę porozmawiać z kimś inteligentnym". 



skomentuj (2)